Ten tydzień będzie kluczowym...zdałem sobie z tego sprawę, gdy w piątek nie zadzwonił telefon.
Przyznaje się: pokładam wielką nadzieje w tej opcji. Potrzebuje jej, bo stanowi ona środek oparcia dla całego planu, mojej przyszłości... chce by się udało, czuje wręcz, że jest mi to niezbędne - zwłaszcza teraz :)
Wczoraj okazało się, że nie będę czekał tylko na telefon, ale i na dzień - nie umiem powiedzieć, co się zmieniło.
A może nie umiem, bo nic się nie zmieniło a ja usłyszałem tylko to, co chciałem?
Kiedy czegoś bardzo chcemy, często wykazujemy patologiczną skłonność do przeinaczania faktów - w normalnych okolicznościach nie miał bym problemów, ale zbyt długo poruszam sie bez mapy i kompasu...gdyby nie fakt, że po pierwsze: warto sie pomęczyć, po drugie to chyba jedyna droga, by zasłużyć na zaufanie i czerpać radość z odkrywania i po trzecie: mówimy o kimś wyjątkowym.
A jeżeli się nie uda?
Nie pisz czarnych scenariuszy.
Zabiłbym za tą prace ( jak i za jej uśmiech... ), ale musze pamiętać, że to tylko praca - z duuużym trudem to napisałem - jak nie ta to inna, ew. zostanę "ninją" :D
Musze wierzy, że się uda... wierze - pytanie nie "czy?", a "kiedy?".
Będzie dobrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz