sobota, 19 kwietnia 2014

Poranek Bobra.



Kac w chuj. Jest źle, bardzo źle. Kontrola telefonu.  Kurwa...uciekł, no kurwa ten debil uciekł.



Jak to wszystko sie pierdoli... splot pozornie nie istotnych decyzji... Jebany Schmetterlingseffekt.

Jak do tego doszło?


Czwartek:


Siedzi i się zastanawia. Zadzwonić? Napisać? Nie. Nie zrobi tego, nie będzie Yorkiem skaczącym i szczekającym kolo nogi, który usilnie stara się zwrócić na siebie uwagę. Jest jebnięty. 
O! Wymyślił! Napisze list. Tak! ...Jest jebnięty.

Skończył. 
No to Poczta...


Piątek:


OK. Wyśle go - w końcu list to nie stalking.

Poszło. 
Temat pozornie znika z tapety.


Dzwoni B.:"Kino - będzie parę osób - skończ gnić w domu" mówi. Zgadza się - why not. 
Dzwoni M. "Rusz dupę na piwo - skończ tą swoją pokute i zacznij być sobą! O 19 wpada P. - bądź wcześniej, bo musimy pogadać." Zgadza się. 


No to plany same sie wykrystalizowały - wpierw okazja by popchnąć projekt i wątpliwa okazja by posłuchać tekstów w stylu: "Ostatnio nie jesteś sobą" , "Zmieniłeś się" i parę innych sztampowych komunikatów + wykład: "Racjonalność pokutowania i faktyczna skuteczność pokuty" -  o czym on pierdoli, jaka pokuta? - zastanawia się Bóbr.


sms - euforia. Ok, może nie euforia, ale uśmiech i pierdolona radość - czasem tak niewiele potrzeba - dochodzi 22, trzeba sie ewakuować i ustawić z B.


Kino - film porażka. Do 04. siedzi i gada z B. i K. słuchając jak to jest ciężko z i bez. Ja pierdole, jak smerfastycznie.


Sobota :


Bez rewelacji, ale i bez dramatu.


Niedziela:


Telefon.WTF?! W sumie, czemu nie...przynajmniej coś sprawdzi. Chyba się cieszy. Nie wie tylko, co ma myśleć - pamięta, że to znajomi dupka...WCM tej!


Poniedziałek:


Zalatany. Znowu dzwoni M. Ustawia się z M. i... Kurwa, M. rozstał się z V. Cudownie, no kurwa cudownie po prostu - prowadzi ślepy głuchego.


Znowu sie zastanawia, co u Niej...już ma pewność, że bardzo się cieszy na piątkowe spotkanie - pozna Jej znajomych, spędzi z nią trochę czasu i oboje się przekonają, czy taki układ jest możliwy - przyjaźń.


Wtorek:


List powinien już dojść... Cisza. W sumie zakładał, że tak się może stać - nie pierwszy raz akcja spotka się z brakiem reakcji. Przynajmniej nie będzie żałował, że czegoś nie zrobił.  Nie ma dramatu, bo nie ma po czym. Bez strat w ludziach czy sprzęcie... Fajnie by było jednak usłyszeć "dzięki" - w końcu mówiła, że lubi dostawać listy, a on je kiedyś lubił pisać... nvm.



Środa:


Zalatany. Notariusz.


Jedna z dziwniejszych rozmów z Nią: "Tylko sobie nic nie wyobrażaj" - kurwa a co ja sobie niby mam wyobrażać?! Brzmi to bardziej jak byś sama siebie przekonywała...jak mnie wkurwia takie wracanie do tego tematu - oboje jesteśmy dorośli i sobie coś wytłumaczyliśmy - myśli Bóbr.

Sprawdza, co u M. - padaka.

Wychodzi od M. Pęka mu głowa - idzie na dłuuugi spacer i rozmyśla.



Czwartek:


Zalatany. Nie słyszał telefonu. Co się stało? Może dostała list? - myśli Bóbr. 
Oddzwania. Nope - tylko Jej się nudziło a on znowu minął się z Nią. Żałuje, ale spoko - w końcu widzą sie jutro.

Łapie się na tym, że cieszy go myśl, że ona tak bardzo lubi dzieci, i że woli ich towarzystwo, gdy znowu się z nim mija w czasie i przestrzeni - dziwne.


Ustawia się z J., ale wcześnie wraca - trzeba się przecież wyspać.



Piątek:

Lekki stresik - w końcu to będzie Jej naturalne środowisko, byle by nie wyjść na idiotę... Uświadamia sobie, że jest idiotą - przecież on idzie tam dla niej i z Nią - jebać resztę - ważne, by Ona się uśmiechała.


"Szybka wizyta u F. Ogarnąć białe truskawki, wymigać sie z obiadu i wracając kupić flaszkę dla ex przyjaciela - przecież nie pójdę z pustymi rękoma." - myśli Bóbr.

Poległ - zostaje na obiedzie. Pada pytanie: Masz ochotę na koniak przed obiadem bądź wino do obiadu? Bóbr odmawia - Lepiej nie mieszać i nie pić zbyt wiele dzisiaj.


sms - kurwa. Wiedział, że to się tak skończy. Jak by przeczuwał, że coś MUSI się spierdolić. Ona świruje, on się wkurwił.


"Jednak napiłbym się wina" - od niechcenia mówi Bóbr.


Myśli. Zapyta się, co się stało, czemu zmieniła zdanie - może to przez list? 
Znowu pudło...

Dostał odpowiedź i się wkurwił jeszcze bardziej - opanuj się myśli Bóbr. 
Przecież zakładałeś, że może zacząć świrować i efekt będzie taki a nie inny. Nikt nic nikomu nie obiecywał, bez strat w ludziach czy sprzęcie!  
Zresztą faktycznie może taka sytuacja była by niefortunna dla Niej... W końcu temat dupka jest aktualny a Ona pewnie nadal nie wie, co chce - zresztą, czy ktokolwiek tu wie, co chce?

Masakra...ale spoko. 
Docenia, że jest z nim szczera. Bardzo sobie to ceni. 
"A może powinienem powiedzieć Jej, co ma zrobić?" - myśli Bóbr... 
I macha chwili, gdy ta mija go obok - nie, to nie tak ma wyglądać. "Przynajmniej odpadł element wykluczający picie." - pociesza się Bóbr


Zjadł, wypił, kupił flaszkę sam sobie.


Jest lekko rozgoryczony i pijany, ale rozumie, to nie jest takie proste - pierdolone emocje.


Szybki prysznic i leci pić dalej.   
Zgarnia go J. z ekipą. Kupują kolejną flaszkę. K. też przywozi flaszkę... 
Jest już okej. Ani dobrze, ani źle...znieczulica.


"Nie dzwoni, więc pewnie u Niej jest si" - myśli Bóbr. 
Wino, piwo, łycha...doświadczony zawodnik, a zachowuje się jak nastolatek...
Aaaa! No fakt, przecież taki był plan po reorganizacji - najebać się, ot prosty i nieskomplikowany plan, który bardzo trudno jest spierdolić. Zemdliło go. 


Wizyta w kiblu, bez ekscesów - kaprawe oczy przemyte woda - słyszy swój telefon.  
Zostawił go na stole...
"Ciekawe, czy ktoś z nich zna Słonia..." Pomyślał Bóbr. 
"O kurwa" - nagle krzyczy! Na bank Ona dzwoni, no na 100% - przecież to byłby idealny bajer by jeszcze bardziej wszystko pomieszać. 
Wychodzi z łazienki i odzwania. Spociły mu się ręce. "Dam sobie rękę uciąć, że za chwile mi oznajmi, że jednak chciałaby, bym pojechał z nią na tą imprezę." myśli Bóbr.   
Stoi najebany w holu i wpatruje się w swoje odbicie w lustrze. Nie odbiera, cisza w słuchawce. "Jestem najebany - lepiej bym z nią nie rozmawiał. Napisze sms'a." 
Dzwoni -on odbiera z automatu. 
Znowu pudło, ale to i lepiej - taki najebany i tak jest mocno nie wyjściowy. 
Wszyscy dziwnie się patrzą - albo nikt z nich nie znał Słonia, albo wszyscy widzieli, kto dzwoni - no tak, obok niego siedzi przecież K. zwany P.

Ma to w chuju. 
Nie rozumie, co Ona mówi, stara się coś tam odpowiedzieć i nie brzmieć na najebanego - wychodzi do kuchni, bo nic nie słyszy i nadal nie rozumie, co Ona do niego mówi.  
Zmiana lokalizacji nie pomogła, nadal nie ogarnia w 100% co ona chce mu przekazać. "Czy ona chce bym jej przyznał, że jest rozjebana? Po co to tyle razy powtarza ??" - zastanawia sie Bóbr i walczy z całych sił, by brzmieć naturalnie.


List? 
Coooo? 
Faktyczne osłupienie pomogło trochę przykryć lingwistyczne potknięcia. Ja pierdole...po tygodniu dostała go, czyli wcześniej nawet nie wiedziała, że on go napisał - błyskotliwy "przebłysk" pijanego logika.

Ona śmieje się sie i uśmiecha - on to słyszy w jej głosie i też się uśmiecha. 
Cieszy się, że sprawił Jej przyjemność.  Już ma coś powiedzieć, ale sekunda...nie przeczytała go? Pyta się, co znajdzie w środku? OCB...On robi szybki rachunek sumienia i stara sobie przypomnieć, co dokładnie napisał - pamięta doskonale, ale ciężko mu się skupić - zaczyna równocześnie zastanawiać się, jakie Ona ma oczekiwania od treści listu, bo przecież jakieś musi mieć, skoro go nie przeczytała od razu - Ona boi sie rozczarować, że nie znajdzie tam czegoś, czy bardziej obawia sie, że na 100% wie, co on napisał ??

Jak można nie przeczytać od razu Listu? A co będzie jak sie naprawdę rozczaruje? Setki myśli pojawia mu sie w głowie na raz. 
"Ja pierdole...a już myślałem, że dziwniej nie może być." - pomyślał Bóbr. Zastanawia się, czy ma jej powiedzieć, co napisał...słyszy jej uśmiech i znowu sam uśmiecha się - znowu pojawia się myśl: A co jak Ona się rozczaruje?

Gadają. 
On zastanawia się, czy nie zaproponować kawy - przydałaby mu sie kawa. Zwleka. 
Chwila, przecież Ona jedzie właśnie na ta imprezę, na której mieli być razem - jak by chciała się z nim widzieć, to by powiedziała przecież. Macha.

Nagle wchodzi G. 
Czyli jednak dojechał...Kurwa. No to pozamiatane - teraz to Ona nawet po tej imprezie nie przyjedzie. Wkurwiony. 

Nadal jest nadzieja, G.  jest sam a Ona chce +/- do 23. być na tamtej imprezie... łudzi się, że może nastąpi zmiana warty - pudło. 
G. przyjechał z D. i przywiózł kolejną flaszkę - będą siedzieć długo.

Kończą rozmowę, bo On nie możne swobodnie rozmawiać - chwila! Czemu On nie możne swobodnie rozmawiać? Najebanemu udzieliła się mu Jej psychoza pt. "Co oni powiedzą?" On jest śmieszny.

Wraca do pokoju i pije dalej. Dochodzi 22. 
"Napisać i dowiedzieć się jak u niej? Może już wraca i ... " - zastanawia sie Bóbr. Macha. Ona wie, że jest G. i D. i skoro sama się nie odzywa to znaczy, że się nie nudzi. On obiecuje sobie, że pogada z Nią jutro.

Kolejny drink, kolejny ćmik. G. z M. starają się sie znaleźć chętnych by iść do ich mieszkania. Najebanemu Bobrowi wydaje się, że mówią to specjalnie do niego. "Musze być już ostro pijany, skoro płynę z tematem i snuje opowieści pt." Ona olała imprezę urodzinowa kumpla i specjalnie przyjechała na Semira." - pomyślał Bóbr. Macha. Pije.

Dochodzi 23. Bóbr jest już ostro wcięty... A chuj... Napisze do niej - pomyślał  WTF? Pierwsza napisała. Bóbr się uśmiecha. Ale moment! OCB?! Czemu napisała tylko "Hahahahaha" ?? 
Pyta się. 
Zero odpowiedzi - norma. 


Szkoda, że nie mam zdjęcia z wyrazem twarzy Bobra, gdy Ona weszła do pokoju... Piękna jak zawsze.


No to sytuacja popierdoliła sie już maksymalnie. 
On się cieszy jak dziecko na jej widok.  
Zaraz, zaraz... Jej nie powinno tutaj być! Powinna z spokojem przeczytać w domu list i mu odpisać. Nie powinna widzieć go tak skończonego, On powinien z Nią porozmawiać. Czemu wszyscy się przyglądają? 
Bóbr wstaje - musi się trochę ogarnąć. Prawie się wypierdolił... Jest źle.

Wraca, coś tam pierdoli bez ładu i składu, Ona dzielnie siedzi i bierze na klate spojrzenia wszystkich - co za idiota! Czemu on nie weźmie jej i nie pójdzie w chuj? Co on odpierdala? On nie wie.

Pada kulminacyjne pytanie a raczej stwierdzenie: "Jesteś pijany..."
No i oczywiście mistrzowska odpowiedz:"Taki był plan" - Bóbr to idiota.

Chyba po paru niezręcznych chwilach Ona wstaje i wychodzi. On mało co ogarnia. Jest zły na siebie za bycie idiotą. Wie, że powinien też wstać - wypić kawę... zrobić COKOLWIEK!

NO i zrobił... Nalał kolejnego drinka. Idiota. Przecież nie wstanie i nie pójdzie za Nią - oni będą patrzeć i rozmawiać o Niej i o nim. Ona nienawidzi jak ktoś rozmawia o niej.  Kawa nie pomoże - chyba, że serwowana podczas brania zimnego prysznicu.


J. zaczyna temat kopert. K.,G.,K. ,K. i ktoś jeszcze tam podłapuje temat. Zamawiają. Nagle najebany Bóbr dostał olśnienia! Nakreśli parę linii z nimi i będzie jak nowo narodzony! 
Jak juz wspominałem, Bóbr to idiota...

Jest coraz gorzej. Alkohol zaczyna mocno sponiewierać Bobra... czas na męską decyzje i zdecydowane ruchy. Czas się zawijać z tych pojebanych sadów... "Czas iść do domu. Jestem w chuj najebany, ledwo co ogarniam - brakuje jeszcze bym sie skusił na kopertę i poszedł z nią rozmawiać - ewakuacja." pomyślał Bóbr i swój plan wykonał.  Drogi powrotnej nie pamięta... 
Wie tylko, że Ona napisała do niego- on przeczytał i stał jeszcze chwile pod kamienicą zastanawiając się, czy czekać, licząc po cichu, że za moment Ona pojawi sie w drzwiach i uśmiechnie... 
W drzwiach pojawił się ktoś - On nie pamięta, kto to był - 2 osoby, znał ich... 
"To jest bez sensu. W takim stanie mogę tylko coś spierdolić." - Pomyślał Bóbr i odszedł.   
 Bóbr jest Łosiem?