czwartek, 27 lutego 2014
Początek początku.
Jest dziwnie...czuje się zmęczony, coraz bardziej... w zasadzie z dnia na dzień bardziej. To źle? Staram się to ignorować, bo wiem, co chce. Brak sukcesów ponoć potrafi zabić - ponoć, gdyż gdyby tak było zawsze, to kto, jak kto, ale ja bym o tym wiedział na pewno...heh, pytanie jeszcze, co kto nazywa sukcesem ;)
Przynajmniej nie musze zmieniać numeru... spam jest, ale jestem ponad to. Weekendowa rozmowa też obyła się sie bez ekscesów. Zresztą wcm. Jak to mówił Orion: "Nie rozmawiaj z duchami".
Wiem jedno - o jedną męczącą rzecz mniej :)
Skoro udało się uciszyć młotkowego muzyka, można skupić sie w 100% na tu i teraz...tylko ocb z tym zmęczeniem? To wynik tego, co było, czego nie ma? A może... no właśnie - czy zawsze jest jakaś trzecia możliwość?
Szukanie dziury w całym - nigdy sie z tym nie zgadzałem. Albo czujesz albo nie.
Wiem jedno...te parę chwil, kilka momentów i nie jestem w stanie powstrzymać uśmiechu na twarzy! Będzie, co ma być, ale ja się nigdzie nie wybieram. Ten etap mam już za sobą.
Skoro nauczyłem sie ponownie chodzić, teraz mogę zacząć naukę latania... 7 już dobiega końca i w środku nic nie ulega zmianie, a wręcz przeciwnie. Cieszy mnie to ogromnie...kolejny argument, że zbyt wiele razy tym właśnie chwilą machałem, uważając się za charakternego a byłem po prostu ułomny.
Nadal się boje... chyba po raz pierwszy przyznaje to sam przed sobą. Bo strach jest dla słabych? A może to dzięki niemu stajemy się silni, bo bez przegranych nie będzie zwycięzców? Przecież znasz odpowiedź.
W wtorek musze dać z siebie wszystko, sobota bedzie wrotami do przestworzy a kolejne dni serią wzlotów i upadków - bez asekuracji białych chmur czy gęstych i bujnych zielonych liści na drzewach. Będzie jak kiedyś, z tą drobną różnicą, że nie zamierzam powstrzymywać uśmiechu na twarzy :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz