czwartek, 20 lutego 2014

zmęczony tym...

Poważnie rozważam zmianę nr. telefonu. 

Najśmieszniejsze jest to, że z tak banalnego powodu jak niechciany spam...od wczoraj od 00.00 46 wiadomości... 

Ciężko mieć zasady a jeszcze ciężej się ich trzymać, ale to właśnie one stanowią tą cienką granice, która nas odróżnia od tych drugich...często tych, których całym sercem nienawidzimy, czasem nimi pomiatamy a niekiedy wręcz eksterminujemy...no ok, przegiąłem - unieszkodliwiamy... tak, to jest bardziej trafne określenie.

Ale co zrobić, gdy jedną z Twoich zasad jest nie nadstawianie drugiego policzka i ZAWSZE odpłacanie pięknym za nadobne, i właśnie ta zasada nie współgra w tym momencie z inną zasadą: nie stosowania przemocy wobec kobiet(fizyczna czy psychiczna to nie istotne - żadna forma przemocy nie wchodzi w grę), a to właśnie jedna z przedstawicielek tej płci zachowuje sie w sposób, który każdego innego posiadacza jąder skazywałby na ich utratę, a w momencie przypływy większej weny, zależnej tylko od ilości przypomnianych sobie przykrości, które Cie spotkały, na bardziej wyrafinowane spłacenie dług i wyrównanie rachunku - co wtedy?

Co zrobić, gdy kobieta gra na najbardziej czułych punktach Twojej psychiki przy użyciu dwóch młotków murarskich jeszcze z dospawanymi zadziorami? Co jeżeli sieje ferment w ostatnim Twoim azylu i miejscu gdzie jeszcze jest, komu powiedzieć przyjacielu?
Wiem, że to przezwyciężę i nie uda się jej żadna intryga, ale fakt pozostaje faktem, tak samo jak pytanie: Co zrobić? 

Targają mną takie emocje, że aż sie prosi by dojebał sie do mnie jakiś kozak, któremu załączyła sie kariera...albo wychodząc spotkał kogoś z "czarnej listy"...co mam kurwa zrobić? 
Wyładować sie na tym biednym kolesiu, który kiedyś powiedział jej "TAK" i nie wiadomo po chuj chce sie zemną widzieć w weekend i specjalnie będzie napierdala 800 km. w obie strony by mnie zobaczyć? Swoja drogą jestem ciekawy, co mi powie :) A co ja mu powiem? A co ona mu powiedziała?!...myśląc tak o tym teraz dochodzę do wniosku, że najlepiej by było by nic nie mówił a tylko ruszył. Nic nie uspokaja i przejaśnia w głowie lepiej niż szybki oklep... 

Po przeczytaniu tych wiadomości opadły mi ręce...nawet przez chwile pomyślałem: "Ty mały chuju, jak mogłeś!? Przecież ona..."
...i to było kurewsko niebezpieczne!! Jest dobra... a może to nie jej skill, a odwieczna prawda, że najłatwiej jest ranić tych, którzy nas kochali/kochają?
W takich sytuacjach w pełni rozumiem, czemu zdecydowana większość facetów woli puste i głupie dupy, które jedyne, co potrafią to dobrze wyglądać a każdy swój przebłysk inteligencji traktują jak niechcianą ciąże.

O! Kolejna wiadomość z słowem na "k" - czemu ludzie wycierają sobie tym słowem plugawe ryje? Czemu traktują to jak jakieś pierdolone zaklęcie, które naprawia wszystko i wszystko tłumaczy? Marna czarodziejka bez szkoły z złamaną różdżką...

Najgorsze jest to, że to boli. A jeszcze gorsze, że doskonale wiem jak sprawić by przestało i juz nigdy nie bolało. 
Ale co dalej? 
Jeżeli człowiek może wszystko, to w takim układzie może po raz kolejny uda mi się wrócić i się odnaleźć? 
Jedyne, co nas ogranicza to czas - dajcie mi nieśmiertelność a zrobię / osiągnę wszystko!

Czy chce być znowu zimny? A może czas na bycie hybrydą? 
Skoro ciepło daje radość i zabija, a zimno czyni Cie nieczułym i też zabija to, co ja mam tu razem połączyć? ...a może pogodzić się i przyznać przed samym sobą, że właśnie na tym polega życie? 
Raz się śmiejesz a raz płaczesz a fakt, że czasem jednego jest więcej niż drugiego to zwykły "niefart" i nasza własna wina, bo pozwoliliśmy się skrzywdzić... hehe, nie ma to jak wmawiać ofierze, że sama jest sobie winna...ale właśnie może tak jest.

Mam mętlik i czuje sie słaby, nienawidzę tych dwóch uczuć.

Najlepiej chyba, by tacy ludzie jak ja rodzili sie już w postaci "dwupaków" różnych płci - i ot tak problem załatwiony... 
Tylko czy to by było dobre wyjście? Nie mam tu na myśli kwestii wątpliwości pod tytułem: skazany na życie z tylko jedną, odgórnie dopasowaną osobą. Chodzi mi o inny aspekt, gdyż imo, jeżeli kogoś przeraża myśl o spędzeniu reszty życia tylko z jednym partnerem to miłość myli z rekreacyjnym sexem - zaznaczmy, nie oceniam i nie krytykuje, jeżeli tylko obie strony są świadome, na czym stoją. Chodzi mi o to, czy jeżeli nie zaznałbym brudu, podłości ludzkiej, kórweskich charakterów i tanich zagrań "potworów w ludzkiej skórze", których jest pełno na świecie, to był bym wstanie obronić tą drugą osobę z "dwupaku" ? 
Mało prawdopodobne... 
Ktoś kiedyś powiedział, że miłość uskrzydla nie po to byś mógł latać, ale byś mógł ja ochronić. 
Wiec może o to chodzi? Skoro wszyscy ludzie nie są równi - a wiemy, że nie są - to może właśnie temu służy ten cały syf, by w procesie zwanym "życie" zdobywać doświadczenia, uodparniać się, uczyć by się nie poddawać i bez względu, na co nie pozwolić sobie na zwątpienie w miłość i dobrą stronę ludzkości...a Ci, którym to się nie uda ci, którzy będą za słabi by walczyć i po prostu się poddadzą staną sie "potworami w ludzkiej skórze", dzięki którym nowi "zwycięzcy" zostaną wyłonieni w drodze selekcji. Życie to nieustanna walka - pytanie tylko, kto o co walczy przeżywając je.

Naszła mnie dziwna refleksja: może jednak forsowanie motywu "dobro zawsze zwycięża, miłość wszystko pokona, a życie jest największym darem" w bajkach dla dzieci nie jest takie głupie... bo może to właśnie te bajki w polaczeniu z pracą obojga "zwycięzców" polegającą na objaśnianiu świata gwarantuje ich "następcom", że zasilą szeregi przyszłych "zwycięzców", a nie staną po drugiej stronie barykady... Nooo, lekko popłynąłem z tematem, ale nic nie poradzę :P ...szkoda tylko, że to nie jedyny gwarant by Twoje dziecko osiągnęło szczęście...

Ok, reasumując: byłem bliski stania sie "potworem", w moim przypadku i jak prawie zawsze, nie potoczyło się to w standardowy sposób, bo zostałem "potworem z zasadami". Wróciłem, przypominam sobie, co to znaczy czuć, chcieć czegoś innego niż szeroko rozumiane dobra materialne i oto wjebuje sie znowu w bagno, którym już kiedyś podróżowałem do "zombilandu" - been there done that - wróciłem bogatszy o doświadczenia, z pewnością, co chce a co jest dla mnie mniej istotne i teraz mam znowu zatoczyć koło? Nope. Ni chuja... wiem wiem - strasznie klnę, ale w chuju to mam teraz :)

Lepiej...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz