Poważnie rozważam zmianę nr.
telefonu.
Najśmieszniejsze jest to, że z tak
banalnego powodu jak niechciany spam...od wczoraj od 00.00 46 wiadomości...
Ciężko mieć zasady a jeszcze ciężej się
ich trzymać, ale to właśnie one stanowią tą cienką granice, która nas odróżnia
od tych drugich...często tych, których całym sercem nienawidzimy, czasem nimi
pomiatamy a niekiedy wręcz eksterminujemy...no ok, przegiąłem -
unieszkodliwiamy... tak, to jest bardziej trafne określenie.
Ale co zrobić, gdy jedną z Twoich zasad
jest nie nadstawianie drugiego policzka i ZAWSZE odpłacanie pięknym za nadobne,
i właśnie ta zasada nie współgra w tym momencie z inną zasadą: nie stosowania
przemocy wobec kobiet(fizyczna czy psychiczna to nie istotne - żadna forma
przemocy nie wchodzi w grę), a to właśnie jedna z przedstawicielek tej płci
zachowuje sie w sposób, który każdego innego posiadacza jąder skazywałby na ich
utratę, a w momencie przypływy większej weny, zależnej tylko od ilości
przypomnianych sobie przykrości, które Cie spotkały, na bardziej wyrafinowane
spłacenie dług i wyrównanie rachunku - co wtedy?
Co zrobić, gdy kobieta gra na najbardziej
czułych punktach Twojej psychiki przy użyciu dwóch młotków murarskich jeszcze z
dospawanymi zadziorami? Co jeżeli sieje ferment w ostatnim Twoim azylu i
miejscu gdzie jeszcze jest, komu powiedzieć przyjacielu?
Wiem, że to przezwyciężę i nie uda się jej
żadna intryga, ale fakt pozostaje faktem, tak samo jak pytanie: Co
zrobić?
Targają mną takie emocje, że aż sie prosi
by dojebał sie do mnie jakiś kozak, któremu załączyła sie kariera...albo
wychodząc spotkał kogoś z "czarnej listy"...co mam kurwa zrobić?
Wyładować sie na tym biednym kolesiu,
który kiedyś powiedział jej "TAK" i nie wiadomo po chuj chce sie zemną
widzieć w weekend i specjalnie będzie napierdala 800 km. w obie strony by mnie zobaczyć?
Swoja drogą jestem ciekawy, co mi powie :) A co ja mu powiem? A co ona mu powiedziała?!...myśląc
tak o tym teraz dochodzę do wniosku, że najlepiej by było by nic nie mówił a tylko
ruszył. Nic nie uspokaja i przejaśnia w głowie lepiej niż szybki oklep...
Po przeczytaniu tych wiadomości opadły mi
ręce...nawet przez chwile pomyślałem: "Ty mały chuju, jak mogłeś!? Przecież
ona..."
...i to było kurewsko niebezpieczne!! Jest
dobra... a może to nie jej skill, a odwieczna prawda, że najłatwiej jest ranić
tych, którzy nas kochali/kochają?
W takich sytuacjach w pełni rozumiem,
czemu zdecydowana większość facetów woli puste i głupie dupy, które jedyne, co
potrafią to dobrze wyglądać a każdy swój przebłysk inteligencji traktują jak
niechcianą ciąże.
O! Kolejna wiadomość z słowem na
"k" - czemu ludzie wycierają sobie tym słowem plugawe ryje? Czemu
traktują to jak jakieś pierdolone zaklęcie, które naprawia wszystko i wszystko
tłumaczy? Marna czarodziejka bez szkoły z złamaną różdżką...
Najgorsze jest to, że to boli. A jeszcze
gorsze, że doskonale wiem jak sprawić by przestało i juz nigdy nie
bolało.
Ale co dalej?
Jeżeli człowiek może wszystko, to w takim
układzie może po raz kolejny uda mi się wrócić i się odnaleźć?
Jedyne, co nas ogranicza to czas - dajcie
mi nieśmiertelność a zrobię / osiągnę wszystko!
Czy chce być znowu zimny? A może czas na
bycie hybrydą?
Skoro ciepło daje radość i zabija, a zimno
czyni Cie nieczułym i też zabija to, co ja mam tu razem połączyć? ...a może
pogodzić się i przyznać przed samym sobą, że właśnie na tym polega życie?
Raz się śmiejesz a raz płaczesz a fakt, że
czasem jednego jest więcej niż drugiego to zwykły "niefart" i nasza
własna wina, bo pozwoliliśmy się skrzywdzić... hehe, nie ma to jak wmawiać ofierze,
że sama jest sobie winna...ale właśnie może tak jest.
Mam mętlik i czuje sie słaby, nienawidzę
tych dwóch uczuć.
Najlepiej chyba, by tacy ludzie jak ja
rodzili sie już w postaci "dwupaków" różnych płci - i ot tak problem
załatwiony...
Tylko czy to by było dobre wyjście? Nie
mam tu na myśli kwestii wątpliwości pod tytułem: skazany na życie z tylko
jedną, odgórnie dopasowaną osobą. Chodzi mi o inny aspekt, gdyż imo, jeżeli
kogoś przeraża myśl o spędzeniu reszty życia tylko z jednym partnerem to miłość
myli z rekreacyjnym sexem - zaznaczmy, nie oceniam i nie krytykuje, jeżeli
tylko obie strony są świadome, na czym stoją. Chodzi mi o to, czy jeżeli nie zaznałbym
brudu, podłości ludzkiej, kórweskich charakterów i tanich zagrań "potworów
w ludzkiej skórze", których jest pełno na świecie, to był bym wstanie
obronić tą drugą osobę z "dwupaku" ?
Mało prawdopodobne...
Ktoś kiedyś powiedział, że miłość
uskrzydla nie po to byś mógł latać, ale byś mógł ja ochronić.
Wiec może o to chodzi? Skoro wszyscy
ludzie nie są równi - a wiemy, że nie są - to może właśnie temu służy ten cały
syf, by w procesie zwanym "życie" zdobywać doświadczenia, uodparniać
się, uczyć by się nie poddawać i bez względu, na co nie pozwolić sobie na
zwątpienie w miłość i dobrą stronę ludzkości...a Ci, którym to się nie uda ci,
którzy będą za słabi by walczyć i po prostu się poddadzą staną sie
"potworami w ludzkiej skórze", dzięki którym nowi "zwycięzcy"
zostaną wyłonieni w drodze selekcji. Życie to nieustanna walka - pytanie tylko,
kto o co walczy przeżywając je.
Naszła mnie dziwna refleksja: może jednak
forsowanie motywu "dobro zawsze zwycięża, miłość wszystko pokona, a życie
jest największym darem" w bajkach dla dzieci nie jest takie głupie... bo
może to właśnie te bajki w polaczeniu z pracą obojga "zwycięzców"
polegającą na objaśnianiu świata gwarantuje ich "następcom", że
zasilą szeregi przyszłych "zwycięzców", a nie staną po drugiej
stronie barykady... Nooo, lekko popłynąłem z tematem, ale nic nie poradzę :P
...szkoda tylko, że to nie jedyny gwarant by Twoje dziecko osiągnęło szczęście...
Ok, reasumując: byłem bliski stania sie
"potworem", w moim przypadku i jak prawie zawsze, nie potoczyło się
to w standardowy sposób, bo zostałem "potworem z zasadami". Wróciłem,
przypominam sobie, co to znaczy czuć, chcieć czegoś innego niż szeroko
rozumiane dobra materialne i oto wjebuje sie znowu w bagno, którym już kiedyś podróżowałem
do "zombilandu" - been there done that - wróciłem bogatszy o doświadczenia,
z pewnością, co chce a co jest dla mnie mniej istotne i teraz mam znowu zatoczyć
koło? Nope. Ni chuja... wiem wiem - strasznie klnę, ale w chuju to mam teraz :)
Lepiej...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz